Pojazdy serwisuje:



Magam 2012 czyli tam i z powrotem

„Trochę pecha na każdy dzień”

 

 

           Przygotowania do najtrudniejszego rajdu w Polsce jakim jest MAGAM rozpoczęliśmy już w styczniu . Lista spraw i zakupów obejmowała kilkadziesiąt pozycji, a do tego, zaplanowana po doświadczeniach z sezonu 2011, przebudowa auta, co wymagało sporego wysiłku . Jednak dzięki dobrej organizacji i współpracy kilku osób z Warka-Teamu udało się wszystko jakoś podopinać. I tak nadszedł dzień wyjazdu.

 

Poniedziałek 30 kwietnia wyjazd do Miastka

         Godz. 10.00 dzień wyjazdu . Durszlak na lawecie , bus zapakowany jeszcze tylko po drodze doładować resztę „ szpeju „ w warsztacie Ambrozji i w trasę. Nagle nasz niezawodny mechanik Fudol oświadcza, że coś cieknie z silnika w busie. Mały rekonesans pod samochodem i mamy przyczynę – padła pompa wody. Jeszcze nie wystartowaliśmy - a już pierwsza awaria. Jakiś pech? Nie, nie, tak się po prostu zdarza, dobrze, że jeszcze na miejscu, a nie gdzieś w trasie. Kilka szybkich telefonów i znajdujemy pompę w Grójcu. Darek wskakuje w osobówkę i grzeje po pompę , Fudol już rozbiera Sprintera, Ja z Lucjanem pędzimy do Suzusa drugim busem po szpej , żeby potem nie tracić czasu na doładunek. Po 2 godzinach już wszystko ogarnięte i przed 13 startujemy z Warki. Prędkość nie jest zawrotna, bo w busie jedzie cały potrzebny warsztat i do tego laweta z Durszlakiem. Za Włocławkiem spotykamy Suzusa z Fotopstrykonem Sebastianem i Fergi na pokładzie. Dalej podróżujemy razem bez większych przygód , no może jedną pęka przednia szyba w Sprinterze . I tak dobrze, że nie lusterko, bo to 7 lat nieszczęścia ;-) Na miejsce dojeżdżamy ok 21.30 . Meldujemy się w domku i rozstawiamy cały nasz kramik: namiot, agregaty, skrzynie z narzędziami, oświetlenie no i oczywiście grill . Robimy też jeszcze raz przegląd auta, na tylną wyciągarkę nawijamy nową linę. Ok pierwszej w nocy kładziemy się spać.

 

Wtorek 1 maja pierwszy dzień rajdu

     

Od rana ruch w bazie niesamowity wszystkie załogi jeszcze coś przeglądają, robią badania techniczne i szykują się do oficjalnego startu, który ma się odbyć w centrum Miastka. W tym roku organizatorzy zrezygnowali z prologu a kolejność startu do pierwszego etapu odbyła się według losowania. Nasza załoga startowała jako ostatnia w klasie Extrem. Po części oficjalnej – przemówieniach organizatorów oraz Burmistrza Miastka - nastąpił honorowy start, prowadzony przez Macieja Wisławskiego, poprzedzany przedstawieniem każdej załogi. Na trasie pierwsza próba to błoto, które większość uczestników pokonała na kołach, następnie auta wjeżdżały na bardziej rozległe bagienko, gdzie kilka autek utknęło na dłużej. Następna część to trawers, którego stopień trudności dał się wielu zawodnikom dobrze we znaki. Ostatnią przygotowaną przez organizatorów przeszkodą tego etapu było oczko wodne ze zdradliwym dołkiem pośrodku, z wyjazdem na szeroko otaśmowana bagnistą polankę. Techniki pokonywania przeszkód były bardzo zróżnicowane. Czołowe załogi pokonywały większość trasy bez użycia wyciągarek. Nie obyło się bez kilku awarii na trasie – zagotowane silniki, urwane koła czy zaniki prądu. Nasza załoga dzielnie goniła czołówkę, mimo problemów z kleszczącą się liną od wyciągarki. Na ten dzień przewidziano także odcinek nocny, na którym do pokonania było kilka trawersów, mała rzeczka ze stromymi wyjazdami i bardzo zdradliwe bagno wśród drzew . Walka była naprawdę zacięta, nie obyło się bez kilku małych wywrotek. Darek z Ernestem też zaliczyli niegroźnego boka na trawersie. Ale i tak znów wyprzedzili kilka załóg. Ostatecznie dzienne i nocne zmagania pierwszego dnia zakończyli na 9 miejscu .

 

Środa 2 maja drugi dzień rajdu

      

Na ten dzień zaplanowano jedna pętlę która ma miała być pokonywana dwukrotnie. Po pierwszym etapie z nocnym przejazdem organizatorzy postanowili dać odetchnąć trochę załogom. Tym razem na odcinku znajduje się jedna długa próba. Na początku błoto potem lekki trawers i znów trzęsawisko. Mimo dość lekkich, jak na Magam prób, wiele aut uległo awarii, które były wynikiem zmęczenia maszyn po poprzednich zmaganiach. Pech nie ominął również naszej załogi, która w ekspresowym tempie pokonywała wszystkie próby; niestety niezauważenie braku ładowania spowodowało długi przestój przez, który sporo załóg nas wyprzedziło. Mimo to udało się utrzymać 9. pozycje w generalce. Po powrocie do bazy mycie i przegląd auta . Wymiana alternatora, pompy wspomagania oraz reduktora, który zaczął wydawać dziwne dźwięki. Załoga kładzie się spać o 22.00, a serwis pracuje do 2.00 nad ranem.

 

Czwartek 3 maja trzeci dzień rajdu

         

Etapy rozgrywają się w okolicach Bobolic. Tu dopiero zaczyna się prawdziwy Magam. Cała trasa przebiega po zdradliwych łąkach, które unoszą się na bagnach, i wydają się nie mieć dna, oraz mega-trawersów, na których piloci tracą oddech. Znów nie obyło się bez kilku wywrotek . Bagna pokazały natomiast swoje drugie dno, które większość zawodników poznała. Mistrzostwem na tych podmokłych terenach wykazali się zawodnicy zza naszej wschodniej granicy, którzy dali wszystkim lekcje jazdy po podmokłych terenach. Ich spokój i delikatna jazda sprawiła że potrafili pokonać te próby na kołach. Ten etap zawodnicy określili mianem "armagedon"; praktycznie każda załoga zaliczyła tu jakąś awarię. I znów były podtopione komputery, ukręcone półosie, przemielone mechanizmy różnicowe, nie działające wspomagania, itp. Listy usterek można by wymieniać w nieskończoność. Tam też na wielkie słowa uznania zasłużyli piloci, którzy przemoczeni przez brodzenie w bagnie biegali po trawersach, a ich wytrzymałość i kondycja była naprawdę godna podziwu. Tego dnia Durszlaka też nie ominęły awarie - znów pogięty drążek panharda, awaria wspomagania, wyskakująca przystawka do wyciągarki mechanicznej. Jako że po poprzednich dniach zapas pomp wspomagania się wyczerpał - po kilku telefonach wysyłamy samochód do Gdańska, do warsztatu Tomka Traska, który podobno ma taką na miejscu. Po dojechaniu na miejsce okazuje się, że nowa pompa jest niewiele lepsza od naszej. Po chwili jednak znajdujemy w warsztacie jeszcze jedną, zamontowaną na niedawno zakupionym silniku. Odkręcamy ją – jest troszkę inna, ale udaje się przełożyć koła pasowe, a mocowania poprawimy na miejscu w bazie. Do rana udaje się ponownie zreanimować auto - wiec chłopaki pojadą dalej.

 

Piątek 4 maja czwarty dzień rajdu

      

Piątek dał uczestnikom trochę wytchnienia od głębokich bagien - wodne przeprawy były dość płytkie i nie zrobiły na uczestnikach większego wrażenia . Za to trawersy dały się mocno we znaki wszystkim załogom. Piloci nie mieli ani chwili na odsapnięcie. Wspinali się i zbiegali po prawie pionowych ścianach, podpinali wyciągarki i za chwilę wskakiwali na progi samochodów robiąc przeciwwagę. Pośpiech i szybkość, z jaką każdy chciał pokonać stromizny sprawiał, że wszyscy jechali jakby nie obowiązywała ich grawitacja. Niestety, w ferworze walki na trawersie, Lucjan nie zachował należytej ostrożności w obsłudze liny od wyciągarki, co skończyło się przygnieceniem ręki do nadwozia Durszlaka. Na szczęście Magam jest jednym z najlepiej przygotowanych rajdów i na miejscu zaraz pojawiła się pomoc z OFF ROAD RESCUE TEAM. Po wstępnym opatrzeniu przewieźli Lucjana do szpitala w Miastku na prześwietlenie RTG. Jako mobilny serwis byliśmy na miejscu, wiec szybki telefon do organizatorów i dostaliśmy pozwolenie na zmianę członka załogi. Miejsce drugiego członka załogi zajął Ambrozja, a Ja z Olą pojechaliśmy do Lucjana do szpitala. Dalszą część trasy nasza załoga pokonała dość sprawnie, do momentu uderzenia w olbrzymi głaz i urwania drążka panharda. Niby lekka trasa odcinków dała się jednak mocno we znaki samochodom wymęczonym kilkudniowymi zmaganiami z terenem. Po ogłoszeniu wyników tego dnia okazało się, że nieporozumienie z organizatorem poskutkowało naliczeniem taryfy dla naszej załogi, ale takie jest już życie - czasami idzie mocno pod górkę lub jak ktoś woli mały PECH. Dla nas najważniejsze było, że kontuzja Lucjana okazała się na szczęście tylko złamaniem jednego palca, a mogło być gorzej, bo naprawdę wyglądało to nieciekawie.

 

Sobota 5 maja piąty dzień rajdu

         

Darek z nowym pilotem wstają bardzo wcześnie. Mimo tylu przeciwności - wola walki w teamie nie upadła, cały wieczór auto było przeglądane, więc liczymy, że tym razem nic nie powinno się już wydarzyć. Za to  Organizatorzy nie oszczędzili zawodników aż do ostatniego dnia. Tak wiec znowu na załogi czekały strome ściany trawersów i zdradliwe bagna. Ale przecież po to tu przyjechaliśmy. Nie liczyliśmy na niedzielną wycieczkę, tylko na naprawdę mocne Off roadowanie. I znów kilka aut zalicza dachowanie, pojawiają się zdjęte z obręczy opony, padnięte rozruszniki i cała masa innych drobnych awarii. Nasza załoga, już bez wielkiego ciśnienia na wynik, przejeżdża cały etap w dobrym tempie bez większych niespodzianek. Z napięciem obserwowaliśmy za to zaciętą walkę o trzecie miejsce na podium miedzy Wojtkiem Porębą z pilotem Mariuszem Borowskim, jadącymi dzielną Suzuką!!!, a Robertem Kufelem i Dominikiem Samosiukiem w ich Gracie. Nie ukrywam, że ze względu na wieloletnią przyjaźń z Mariuszem, jako konstruktorem naszych pojazdów, bardzo liczyliśmy na to, że uda im się stanąć na pudle. W przypadku Roberta i Dominika ich sprawdzona, i produkowana już prawie seryjnie maszyna, oraz doświadczenie załogi naprawdę nie pozostawiają wielkich szans innm. A jednak Wojtek z Mariuszem udowodnili, że suzuki też może powalczyć z Gratami. Po czterech dniach Czarne Suzuki miało 40 min przewagi nad Gratem. Ale, jak to na Magamie bywa, walka trwa do ostatnich metrów i najmniejszy błąd może kosztować bardzo wiele. I tak też stało się w tym przypadku. Mały błąd przy pokonywaniu trawersu zakończył się rolowaniem Suzuki, czego efektem była awaria jednego z czujników na silniku. Po godzinnej walce auto pojechało dalej . Niestety to wystarczyło, żeby bezbłędnie jadący Robert i Dominik wyprzedzili ich i zajęli trzecie miejsce na podium.

 

Niedziela 6 maja dzień powrotu

      

Po sobotnim rozdaniu nagród, bankiecie i uroczystym zakończeniu rajdu "Magam Trophy", w niedzielę rano przyszedł czas na zapakowanie sprzętu do naszego busa i Durszlaka na lawetę. Po posprzątaniu domku, w którym mieszkaliśmy przez cały ten okres, oraz pożegnaniu się z załogami innych teamów, przyszedł czas powrotu. Ok godz. 12.00 wystartowaliśmy z bazy kierując się w stronę domu. Trochę zmęczeni, ale w dobrych humorach, w nadziei, że wyczerpaliśmy swój limit pecha jak na jeden wyjazd . Jednak po ok. 100 km już słychać było kończące się hamulce w busie - ale to nie problem - spokojnie bez ciśnienia kontynuujemy podróż. Za Włocławkiem zatrzymujemy się na małą przerwę dla rozprostowania kości oraz obiadek. Pod Warszawą Darek przypala „delikatnie” sprzęgło - okazuje się, że na naszego Sprintera taki ładunek to dość mocne wyzwanie. Po wyładowaniu części wyposażenia w warsztacie Jacka Ambrozika dziarsko przemy do domku – przecież to tylko 40 km. 10 km przed Warką zatrzymujemy się jeszcze na chwilę na stacji benzynowej . Przy wyjeździe z niej słyszymy jakieś krzyki - okazuje się, że w naszej wypożyczonej lawecie odpadło koło razem z bębnem hamulcowym i szczękami . A więc pech nie opuszcza nas do samego końca. Na szczęście nie stało się to w czasie jazdy na drodze - bo mogłoby być naprawdę nieciekawie. Ładujemy urwane koło do busa i wreszcie docieramy do domu.

 

Podsumowanie

     Przede wszystkim Gratulujemy wszystkim, którym udało się dotrzeć do mety Magamu. To naprawdę wielkie wyzwanie dla załóg i ich pojazdów. Naprawdę miło było popatrzeć na całą czołówkę polskiej sceny off-roadowej, na sposób pokonywania przeszkód i ich wolę walki. Oczywiście mistrzowską jazdą i zajęciem pierwszego miejsca wykazali się Marcin Łukaszewski i Magda Duhanik, którzy nie dali najmniejszej szansy konkurentom. Drugie miejsce na podium zajęli Artur Owczarek i Roman Popławski, którzy mimo wielu awarii wytrwale walczyli do samego końca. Trzecie miejsce przypadło wspomnianym wyżej Robertowi Kuflowi i Dominikowi Samosiukowi , którzy jak zwykle pokazali, że spokojna i systematyczna jazda z uśmiechem na twarzy, także daje dobre wyniki.    Mamy nadzieję, że zdobyte doświadczenia pozwolą nam na lepsze przygotowanie do tego rajdu i wystartowanie w przyszłym roku z jeszcze większą wolą walki.

     Podziękowania należą się całemu zespołowi organizującego Magam, bo podczas trwania rajdu naprawdę widać było ogrom pracy włożonej w organizacje tak wielkiego przedsięwzięcia. Wspaniale przygotowane trasy , bardzo dobrze rozpisane roadbooki, sędziowie przy każdej próbie, oraz na trasie, w każdej chwili pomocni dla jadących załóg. Dziękujemy też grupie OFF ROAD RESCUE TEAM za opiekę medyczną na rajdzie oraz nad naszym Lucjanem. Wielkie podziękowania dla Maćka Chełmickiego (Rajdy4x4) za pomoc w przygotowaniu do rajdu. Dla Jacka Ambrozika i Fudola za przygotowanie auta i obsługę serwisową . Oraz dla naszego Fotopstrykona Sebastiana Krzyżanowskiego za jego towarzystwo i wspaniałe fotografie z całego rajdu. Dla Fergie za obsługę blipa , oraz Oli za cierpliwość oraz ogarnianie naszej kwatery po 7 bałaganiarzach .

 

 Więcej zdjęć z Magamu do obejrzenia na :

Rajdy4x4

Naszej stronie

Facebooku - Fotopstrykon Pana Sebastiana

 

Kwadrat

Używamy plików cookies w celu ulepszenia naszej strony internetowej. Możesz zmienić ustawienia zapisywania plików cookies w przeglądarce. Pliki cookies wykorzystywane do istotnego działania strony zostały już ustawione.

Akceptuję pilki cookies z tej strony.

EU Cookie Directive Module Information